Z sucholeską poetką Joanną Rutkowską – Zoneman z okazji wydania jej pierwszego tomiku „Fragmenty uczuć” rozmawiamy o sławie, emocjach, gimnazjalistach i zabawie językowej.Sala Teatru na Palecie była pełna. Wśród gości obecny był się wójt Grzegorz Wojtera, ale również wielu zwykłych mieszkańców naszej gminy. Wszyscy oni przybyli tu dla poetki Joanny Rutkowskiej – Zoneman, która wydała właśnie swój pierwszy tomik „Fragmenty uczuć”.Wiersze czytała Ewa Szumska, aktorka Teatru Polskiego w Poznaniu. W przerwach Męski Kwartet Liryczny wykonywał piosenki z tekstami Agnieszki Osieckiej. Sala ozdobiona została grafikami Elżbiety Krygowskiej – Butlewskiej, które stanowią również ilustracje do książki.
Piszę wiersze SMS-em
Kiedy byłem małym chłopcem, na lekcjach języka polskiego najbardziej nie lubiłem pytań w stylu „co poeta miał na myśli”.
Dlatego też staram się takich pytań swoim uczniom nie zadawać i liczę też na to, że sama ich teraz nie usłyszę.
Jest pani nauczycielką języka polskiego, więc nie od dziś posługuje się pani językiem, jako narzędziem.
Uczę w gimnazjum od siedmiu lat, ale pisałam też przecież teksty do „Magazynu Sucholeskiego”. Byłam felietonistką i przeprowadzałam wywiady. Prowadziłam także warsztaty w Ośrodku Kultury w Suchym Lesie.
I właśnie w Ośrodku Kultury wszystko się zaczęło...
Dwa lata temu, przed 8 marca, poproszono mnie o zorganizowanie dla mieszkanek Suchego Lasu warsztatów poetyckich. Jako tworzywa użyłam swoich wierszy, nie mówiąc jednak nikomu, kto jest ich autorem. Ale tuż po zajęciach podeszła do mnie dyrektor ośrodka Urszula Habrych i spytała, czy to moja poezja. Kiedy potwierdziłam, zadeklarowała, że chciałaby wydać mój tomik. Miałam więc ułatwiony start, choć do publikacji i tak pewnie by nie doszło, gdyby nie mój mąż, który podjął się trudnej roli menedżera. Sama bym się mogła poddać, jestem poetką, nie bizneswoman.
Ale udało się. Pani wieczór poetycki w Teatrze na Palecie to był niewątpliwy sukces. Doskonała oprawa i pełna sala. Pojawił się nawet wójt Grzegorz Wojtera. Czuje się pani osobą popularną?
Byłam bardzo pozytywnie zaskoczona, że pojawiło się tyle osób, że spotkanie zaszczycił wójt, którego osobiście nie znam i który przecież nie ma w zakresie obowiązków służbowych uczestnictwa w wieczorkach poetyckich. Tym bardziej było mi miło, że ten wieczór to dla mnie wielki stres, czułam się jak na własnym ślubie (śmiech). A czy jestem popularna? W Suchym Lesie z pewnością rozpoznawalna, chociażby dlatego, że w gimnazjum uczy się około 300 uczniów. Dodajmy do tego ich rodziców i już będziemy mieli odpowiedź. A sławy wcale nie łaknę; jak większość artystów wolałabym, żeby to mój tomik był popularny, a nie ja. Do czytelników przemawiały zaś wiersze, a nie poetka.
Czy to z tego powodu nie czytała pani swoich wierszy osobiście?
Przeczytała je Ewa Szumska, aktorka Teatru Polskiego w Poznaniu, która z pewnością uczyniła to o wiele lepiej. Natomiast jej interpretację czasem odbierałam jako bardzo mi bliską, ale czasem jako dość odległą. Niektóre utwory sama chciałabym tak właśnie przeczytać, z wykładnią innych trudno mi było się zgodzić. Czy to jednak źle? Nie sądzę. To przecież wspaniale, że trudno moją twórczość jednoznacznie zinterpretować. Cieszę się, że w wierszach ktoś odnalazł coś, o czym sama nie wiedziałam, że tam jest. To fajnie, że niekoniecznie muszą mnie one dotyczyć, że są uniwersalne. Słyszałam, że ktoś płakał, czytając tomik. Jako poetka czuję się doceniona, że wzbudzam takie emocje.
W pani wierszach czuć cierpienie, tęsknoty i rozstania.
Owszem, ale jest też dowcip, jest ironia. Tomik można przeczytać na dwa sposoby: powodując u słuchacza albo śmiech, albo łzy.
Jak to jest, że dorosły, pracujący człowiek znajduje czas na pisanie poezji? Większość z nas tworzy w czasach licealnych, a potem jakoś wena nas opuszcza...
Również zafascynowałam się twórczością jako nastolatka. Jednak nie swoją, choć jakieś tam rymowanki do szuflady pisałam, lecz Marii Pawlikowskiej - Jasnorzewskiej. Jej poezja to była dla mnie Biblia, nad jej wierszami spędziłam co najmniej tysiąc wieczorów. Spotkałam się z zarzutami, że utwory Jasnorzewskiej to banał i pisanina o miłości, a przecież to bardzo wartościowa literatura. Dlatego też ta poetka stała się moim pierwszym wzorem. Kolejnym ideałem, niestety nieosiągalnym, jest dla mnie Wisława Szymborska. Uwielbiam ją, ponieważ bardzo lubię zabawę językową, bo kocham nieoczekiwane puenty i grę z czytelnikiem. Z tego też powodu cenię Mirona Białoszewskiego i Wielkopolanina Mateusza Kurcewicza. Jeżeli chodzi o tego ostatniego, moją uwagę przyciągają choćby same tytuły, jak na przykład „Lunaświat” czy „Bezkształty”. Podobnie, jak i on, także i ja cenię absurd, zarówno w poezji, jak i w prozie.
W prozie?
Tak, mam tu na myśli chociażby książki Olgi Tokarczuk. Podoba mi się ich „dziwność”, to, że kiedy je czytasz, nie wiesz do końca, czy przebywasz na jawie, czy też jednak we śnie. Przyznam się zresztą, że sama myślę o napisaniu utworu prozatorskiego. Co nie oznacza wszelako, że czytelnicy będą mieli już wkrótce okazję wziąć moją powieść do ręki. Bo pisanie prozy jest zdecydowanie trudniejsze. Trzeba dużo mówić, a ja wolę rzec dwa słowa, ale za to treściwe. Z drugiej strony jednakże powieść ma przecież większą moc niż wiersz. Niestety, należę do perfekcjonistów, więc może to trochę niedobrze, że moim wzorem stali się tak doskonali pisarze, jak Tokarczuk czy John Fowler, bo teraz albo stworzę coś równie dobrego, jak oni, albo nic. Nie ma mowy, żebym napisała jakiś kolejny „Dziennik Bridget Jones”.
Jest pani nauczycielką, może więc napisze pani powieść szkolną?
Myślę o tym! Nie wykluczam też, że wykorzystam pamiętnik, który piszę od dziewiątego roku życia. Być może w swojej książce połączę realizm z jakimiś sennymi wspomnieniami. Powieść to chyba jednak raczej zadanie na emeryturę, kiedy będę miała dużo więcej czasu na szlifowanie słów. Przyznam, że przez to, że zbyt wysoko stawiam sobie poprzeczkę, wielu rzeczy nawet nie próbuję robić, choć przecież wiem, że z tysiąca planów dobrze jest zrealizować chociażby dziesięć. Nie da się ukryć, ze perfekcjonizm nie ułatwia życia. A do tego u mnie wszystko zawsze bardzo długo w głowie dojrzewa.
Powróćmy więc do tomiku poezji, czyli do tego, czego już pani dokonała. Pani książka jest ilustrowana czarno-białymi grafikami...
Zarówno ja, jak i pani Urszula Habrych, bardzo chciałyśmy, żeby w tomiku znalazły się piękne rysunki. Zwróciłyśmy się więc do znanej pani grafik Elżbiety Krygowskiej – Butlewskiej, która ilustrowała już poprzednie książki, wydawane przez Ośrodek Kultury. Niestety, miała ona wówczas bardzo napięty harmonogram i początkowo nie zgodziła się na współpracę. Na szczęście zdecydowała się jednak moje utwory przeczytać. I, jak mi potem opowiadała, siedziała z maszynopisem pod drzewem, a w głowie kłębiły jej się różnorakie emocje. Wiersze spodobały jej się do tego stopnia, że – pomimo braku czasu – zdecydowała się wykonać do nich ilustracje! Przyznam, że to ostatecznie przekonało mnie, żeby wydać ten tomik. A dlaczego czerń i biel? Chodziło o kontrast pomiędzy treścią utworów a oprawą. Wiersze są bowiem dla mnie czymś w rodzaju klatek fotograficznych...
A co panią przekonało do tego, żeby na spotkanie autorskie zaprosić Męski Kwartet Liryczny, który przeplatał pani wiersze piosenkami do tekstów Agnieszki Osieckiej?
Pomysł nie był mój, choć spodobał mi się, jako że sama czytam czasem jej teksty i słucham ich wykonań muzycznych.
Niektóre pani wiersze nie mają tytułów. Dlaczego?
Bo tak chciała autorka (śmiech). Tytuł to dodatkowa informacja, która, jak widać, nie zawsze jest niezbędna. Zresztą nieraz zadaniem tytułu w moim tomiku jest wprowadzenie czytelnika w błąd.
Kiedy pani pisze? Podczas przerw między lekcjami, w pokoju nauczycielskim?
Piszę, kiedy dopadnie mnie natchnienie. Podczas prasowania, w wannie, w pociągu. Kiedy nie mam przy sobie kartki i długopisu, wysyłam wiersze SMS-ami.
Ciężko się pracuje w szkole? Gimnazjaliści to przecież ludzie w bardzo trudnym wieku.
Nie narzekam, jakoś bez większego trudu potrafię znaleźć z nimi wspólny język. Może dlatego, że nie ograniczam się do odbębnienia godzin lekcyjnych, ale organizuję z uczniami wystawy, spektakle. Poezja i teatr to moja pasja. To mi daje siłę do prowadzenia lekcji.
Rozmawiał Krzysztof Ulanowski
|
|

Prześlij
Drukuj
